Przewlekle chorzy wciąż nieopłacalni. Tanie są zapewnienia

Osoba przewlekle chora na próżno może szukać w Białymstoku pomocy. Nie ma oddziału, nie ma miejsc w hospicjum. Temat powraca co kilka miesięcy. - O tak! Jest potrzebny taki oddział. Zrobimy wszystko, aby powstał i odciążył hospicjum.... - takie zapewnienia nieraz już padały. I co? I wciąż nic.

- Nic nie drgnęło w tej mierze. Za każdym razem wszelkie rozmowy zaczyna się od początku - nie ukrywa Jan Stasiewicz z Okręgowej Izby Lekarskiej. - Taki oddział jest na pewno mało efektowny, ale potrzebny w tym 300-tysięcznym mieście.

Magistrat, który co chwila jest wywoływany do tablicy, przeanalizował, ile miejsc dla obłożnie chorych jest w mieście potrzebnych.

I tak w zakładzie opiekuńczo-leczniczym potrzeba 30 łóżek, po pięć miejsc w zakresie medycyny paliatywnej, dla pacjentów wentylowanych mechanicznie i pacjentów w stanie wegetatywnym.

- Analizie poddano pacjentów, którzy złożyli deklaracje wyboru lekarza podstawowej opieki zdrowotnej w Białymstoku i przebywali w 2006 roku w oddziałach łóżkowych opieki długoterminowej w województwie podlaskim. Szczególnym problemem jest zapewnienie stacjonarnej opieki paliatywnej chorym z chorobami nowotworowymi i neurologicznymi. Chorzy ci i ich rodziny wymagają szczególnego postępowania nie tylko leczniczego, ale także odpowiedniej rehabilitacji i działań edukacyjnych - mówi Urszula Sienkiewicz, rzeczniczka magistratu, i podkreśla, że miasto prowadzi specjalny program, który ma wypełnić tę lukę.

Czy miasto stworzy oddział na bazie istniejących pomieszczeń, czy wybuduje nowy budynek? Niestety tego już rzeczniczka nie zdradza.

Nieoficjalnie wiadomo, że do roku 2012 nic w tej kwestii nie drgnie, ponieważ miastu nie opłaca się inwestować, skoro do tego czasu ma się zakończyć rozbudowa hospicjum przy ulicy Sobieskiego.

- W nowych pomieszczeniach znajdzie się miejsce dla minimum 30 łóżek, maksymalnie zmieści się tu ich sześćdziesiąt - przyznaje Tadeusz Beszta-Borowski, szef białostockiego hospicjum.

Krzysztof Teodoruk, dyrektor szpitala miejskiego w Białymstoku już trzy lata temu mówił, że gdyby miał gwarancję, że Narodowy Fundusz Zdrowia za usługi zapłaci, to taki oddział już dawno by w mieście powstał.

- Niech NFZ chociaż raz głośno powie, ile ma na to pieniędzy i ile jest w stanie zapłacić za przewlekle chorego - mówi Teodoruk. - Myślę, że gdyby to był złoty interes, to nie byłoby tematu i mielibyśmy odpowiednie zaplecze. Dziś, kiedy nie płaci się za nadwykonania, ryzyko stworzenia czegoś, co ma stać puste, jest ogromne.

Adam Dębski, rzecznik prasowy podlaskiego NFZ, podkreśla, że w ubiegłym roku zmieniły się przepisy.

- W ubiegłym roku w całej Polsce NFZ rozwiązał umowy na oddziały dla przewlekle chorych. Na ich miejscu powstały zakłady opiekuńczo-lecznicze. Ani w roku 2009, ani w 2010 do konkursu na opiekę nad osobami przewlekle chorymi w Białymstoku nie zgłosił się nikt - mówi Dębski. - Zdajemy sobie sprawę, że taka placówka w naszym mieście powinna istnieć i gdyby ktoś się zgłosił do nas z ofertą, na pewno byłaby ona przez nas rzetelnie przeanalizowana. Stawka, jaką jesteśmy w stanie zaproponować, jest najniższa w kraju. To 62 zł za dzień.

- Żenująco mało. Samo jedzenie to ok. 15 złotych, 20 złotych na leki. A gdzie personel, gdzie podstawowe opłaty takie jak prąd, woda. Za taką stawkę nie da się utrzymać takiego oddziału - definitywnie ucina Teodoruk.

Agnieszka Domanowska

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

Odsłony: 1639