Niski kontrakt NFZ

Narodowy Fundusz Zdrowia to główne źródło przychodów hospicjów i jednocześnie główne źródło... problemów, kiedy podpisany kontrakt nie zaspokaja nawet minimalnych potrzeb placówki. Urzędnicy nie mają szacunku nie tylko dla pracujących ponad siły lekarzy i pielęgniarek, ale nawet dla umierających! Podlaski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia wycenił tzw. osobodzień w białostockim hospicjum na 108 zł. To o blisko 60 zł za mało, żeby placówka mogła się utrzymać i o ponad 30 zł mniej, niż dostają takie zakłady w innych województwach w Polsce.

- Dostaliśmy 3-procentową podwyżkę w porównaniu do 2007 r. - mówi dr Tadeusz Borowski-Beszta, kierownik hospicjum stacjonarnego "Dom Opatrzności Bożej?. - Ale NFZ nie bierze pod uwagę, że jest inflacja. A my nie możemy odmówić chorym leków, pokarmu, musimy płacić za ogrzewanie czy wywóz nieczystości. Pracują za darmo
- I tak utrzymujemy się tylko dzięki temu, że większość osób, które tu pracują, to wolontariusze - mówią pracownicy hospicjum. - Za darmo przychodzą do chorych lekarze, pielęgniarki, osoby do opieki i pomocy. Na szczęście są też ludzie, którzy pomagają nam bezinteresownie np. w remontach, naprawach czy rozbudowie.
Na etacie w hospicjum są obecnie tylko dwie pielęgniarki, a ich zarobki są żenująco niskie - wynoszą zaledwie 1180 zł brutto. Niestety, hospicjum nie tylko nie stać na podwyżki, ale - w związku z niską ofertą NFZ - podstawowa pensja ma być obniżona do 1126 zł.
- Dlatego nawet nie mamy pretensji, że pielęgniarki od nas odchodzą, każdy szpital da im wyższą pensję - mówi dr Borowski- Beszta.
Mało tego, że za mizerną pensję, pielęgniarki pracują bardzo ciężko.
- Jedna przypada na ośmiu umierających, panie pracują na zmiany po 12 godzin - mówi dr Helena Kopystecka, kierownik medyczny hospicjum. - Gdy pracowałam w szpitalu onkologicznym i było dwóch umierających na zmianie, to było bardzo dużo, a tu jedna osoba musi obsłużyć ośmiu chorych, i to takich, którzy sami się nie przewrócą, nie zjedzą, nie zażyją leku.

Potrzeby są ogromne
Tymczasem potrzeby hospicjum są ogromne. Poza tym, że brakuje pieniędzy, aby zatrudnić dodatkowy personel, placówce nie wystarcza na bieżące potrzeby.
- Mamy około 50 tys. zł długu za leki - mówi dr Kopystecka. - Nikt nam tego nie anuluje. Ale najbardziej brakuje nam wolontariuszy.
Jaka przyszłość czeka więc hospicjum? Pracownicy placówki, którzy pracy oddają całe serce, nie wyobrażają sobie jej zamknięcia.
- Będziemy się zadłużać, ale pomocy nikomu nie odmówimy - mówi dr Borowski-Beszta.

A co na to podlaski NFZ?
- Wiemy, że stawki na te usługi są u nas niższe niż w innych województwach, ale nie najniższe w Polsce - mówi Adam Dębski, rzecznik podlaskiego NFZ. - Niestety, tylko na tyle nas stać.
 
Źródło - Urszula Ludwiczak, Gazeta Współczesna
Odsłony: 2374